Poznań. Przede wszystkim dzięki temu, że Poznań Whisky Show jest jedną z pierwszych imprez “whiskowych” w roku, czekam na nią i lecę jak na skrzydłach. Potem następuje zderzenie z hm, “niedoskonałościami” tegoż festiwalu, a następnie oczarowanie niektórymi whisky, które dane jest spróbować, spotkanie ze znajomymi, z którymi zawsze warto jest się pośmiać i poznanie nowych, co jest wartością samą w sobie. I jeszcze wisienki na torcie;-).

Jak już wspomniałem o “niedoskonałościach”, to od nich zacznijmy i je wyartykułujmy, zanim dojdziemy do zachwytów, tym bardziej, że powtórzyły się, niestety, z poprzedniej, pierwszej edycji: brak terminala do płatności kartą za kupony festiwalowe (“gdzie jest zatem bankomat?” – “nie wiem, nie jestem z Poznania, chyba tam”), pojawiły się smycze do kieliszków, ale takie, że kieliszki nurkują w dół, czyli whisky na koszuli (ogarnięte – smycze z innego festiwalu..), no i brak buteleczek do sampli (ogarnięte również we własnym zakresie). To tyle – nie ściana płaczu, ale na tyle ważne, że na starcie zostajemy w blokach.

I dodajmy  – “Whisky Fight Night“, samo w sobie widowisko ciekawe, zabawne, jednak dla tych, którzy chcieli w tym uczestniczyć. Z racji zmiany lokalizacji (co było pozytywem w porównaniu z poprzednim rokiem), Whisky Fight Night odbyła się na samym środku pawilonu wystawienniczego (a nie jak rok temu w odrębnym pomieszczeniu), co powodowało, że niezainteresowani degustowali często fantastyczne whisky (jak ja!;-) przy akompaniamencie dudniących basów i krzyków. Wrong.

dsc_1050

Ale minusy zdecydowanie nie zasłoniły plusów. Co zatem wygrało – oczywiście ludzie i whisky (i nie tylko;-)!

Festiwal whisky to przede wszystkim poszukiwanie nowości i rarytasów oraz po prostu nadrabianie zaległości.

Jedną z pierwszych takich perełek była Glenmorangie Bacalta, wypuszczona w tym roku, jako 8. wydanie z Private Edition Range. Rok temu w Jastrzębiej Górze miałem sposobność kosztować Glenmorangie Milsean, czyli “sklep z cukierkami”, stworzoną przez Brendana McCarron‘a. Tym razem za Private Edition wziął się sam dr Bill Lumsden – beczki z amerykańskiego dębu, robione na specjalne zamówienie, mocno opiekane, sezonowane Malmsey Madeira (najsłodsze i najbardziej uznane wino z Madery), następnie pozostawione na słońcu tej portugalskiej wyspy, zostały wypełnione whisky Glenmorangie, która wcześniej leżakowała w beczkach po bourbonie. Efekt – różnorodność. Jak przy Milsean mieliśmy celową dominację słodyczy, tak w przypadku Bacalta tej słodyczy nie brakuje, w nosie, czy na podniebieniu, jednak profil jest bardziej złożony i co jest ulubionym słowem degustatorów whisky – “zbalansowany”- miód, rodzynki, uzupełniane są nutami orzechowymi, migdałowymi, Agnieszka stwierdziła, że truflowymi. Glenmorangie – eksperymentatorzy i super.

dsc_1024

Wydarzeniem dla mnie była możliwość spróbowania Ardbeg 21 YO (i tu wielkie pozdrowienia dla Kuby Śronkowskiego). Ardbeg – destylarnia i marka, która jest w awangardzie whisky bez podania wieku, czyli NAS – potrafi zaskoczyć whisky z oznaczeniem wieku. W drugiej połowie 2016 roku została wydana właśnie ta dwudziestka jedynka i samo to stanowi jakość. Wystarczy przypomnieć, że lata 90-te to były lata na krawędzi dla Ardbeg, być albo nie być, aż do momentu zakupu Ardbega za “śmieszne” 7  milionów funtów przez Glenmorangie. Niewielka ilość beczek z lat 90-tych, bo i produkcja była niewielka i większość szła na blendy, została bezpiecznie zachowana w magazynach Ardbeg. Zatem 21 na butelce znaczy wyjątkowość. I dla mnie zdecydowanie jakość – jakże wspaniały jest to Ardbeg – jest torf, ale subtelnie ukryty za warstwami słodyczy, marcepanu, czarnego pieprzu, niekończący się dymny finisz przeplatany jest waniliowym dopełnieniem. Inny wymiar Ardbega, dla mnie. Genialna.

dsc_1110

Dwa mocne punkty z ze stajni LVMH, skonfrontowałem z równie mocnym i ciekawym punktem od William Grant & Sons, czyli Glenfiddich 21 YO, która to whisky 4 ostatnie miesiące finiszowała w beczkach po karaibskim rumie. Czuć tę słodycz, rodzynki, kandyzowane owoce, długi marmoladowy finisz, ale.. wybieram Ardbega!

dsc_1136

Mógłbym opowiadać o ciekawych smakach i zaskakujących whisky (i nie tylko) – i wrócę do tego, ale teraz pójdę na skróty, aby zdradzić wam tę oto sytuację. Na stoisku AN.KA Wines spotkało mnie poznawcze trzęsienie ziemi.

dsc_1059

AN.KA jest dystrybutorem na Polskę najbardziej chyba uznanego niezależnego bottlera Gordon & MacPhail (zaczęli w 1895 roku!) i ich świetnej destylarni Benromach. Kto zna najstarsze butelkowane whisky świata (Mortlach, The Glenlivet), wie że pochodzą od G&M. I tu otarłem się absolut. Degustując i rozmawiając z Jankiem Sokołowskim (którego w tym miejscu mocno pozdrawiam), przechodziłem przez kolejne wcielenia G&M – a to Linkwood 15 YO – z sentymentu, bo Linkwood był moim wygranym w DSR 2016, ale tu, mimo że bardzo ciekawy, z edycją destylarni przegrał, a to polecone już Mortlach 15YO oraz genialny Clynelish 1997 Cask Strenght – bomba sherry, przebogata głębia, kombinowany finisz – niedaleko pada Clynelish od Brory…
dsc_1055 dsc_1063 dsc_1056 dsc_1159

Ale kosmos dopiero nadchodził. Wyciągnąwszy małą buteleczkę i nalawszy do mojego festiwalowego kieliszka cześć jej zawartości, Janek powiedział: “spróbuj to..”. Blind tasting – ok, wiedziałem, że to zapewne COŚ – po fakcie opisywałem to bardziej gestami, bo czasami słowa bywają biedniejsze – miałem poczucie, że gwałtownie spadam w dół i w połowie równie gwałtownie się zatrzymuję, następnie płynę, lewituję, w bardzo delikatnej chmurze smaków, przez baaaardzo długo. Glen Grant 1948 butelkowany w 2014. 66 lat. Kropka.

dsc_1057

Wspomnę, że jako “na deser” otrzymałem do spróbowania Glen Grant 1958 butelkowany w 201355 lat. Wrażenia podobne, może więcej sherry. Ale nie pytajcie proszę o więcej.

dsc_1062

Idąc tropem niezależnych bottlerów – na stoisku Best Whisky Market rozgościł się, od niedawna obecny w Polsce, a od 1996 roku obecny w świecie whisky, Murray McDavid (znacie kogoś takiego jak Mark Reynier?). Fajne są takie spotkania, kiedy korespondujesz z osobą, nie wiesz dokładnie z kim, a tu proszę  Rajmund Matuszkiewicz, od którego otrzymałem zacne sample, których nie dała rady dostarczyć poczta. Dzięki wielkie – na degustację Bowmore 1989 26 YO, Laphroaig 2001 14 YO, i Bùrn Taobh 1989 26 YO (The Balvenie + kropla Glenfiddich) przyjdzie wkrótce czas, bo mocne to są pozycje i spokoju im trzeba.

dsc_1039

Za to na stoisku, zgodnie z rekomendacją Rajmunda spróbowaliśmy (bo gdzieś mi umyka, że jesteśmy z żoną team’em e-whisky.pl, ale zresztą, często próbujemy całkiem co innego:-) – po prostu blended whisky (po prostu!) – 35-letnią Bodach Aislig, blend stworzony z maltów Glenrothes, Glengoyne, Bunnahabhain, Tamdhu, oraz “grainów” Port Dundas, Cameronbridge i North British. I tu ciekawostka, te destylowane w 1980 roku składniki, zostały zmieszane ze sobą w owym 1980 roku, a następnie odpoczywały wspólnie przez 35 lat w magazynach typu dunnage w Coleburn Distillery (dom Murray McDavid). Wyjątkowa whisky! Tak, napiszę to – balans!:-).

dsc_1046 dsc_1047

I dalej we flircie z niezależnymi – Duncan Taylor. Dzięki niezastąpionemu już Adamowi Karkowskiemu mieliśmy możliwość uczestnictwa w części, ale za to stricte indywidualnej Master Class przeprowadzonej przez Davida Wilson‘a – Single Grain Strathclyde 24 YO (destylowana w 1990, butelkowana w 2014) – maślane bułki, miękko, ale i pikantnie, ale w odpowiedniej dawce. Świetna. Dzięki Adam!

dsc_1150 dsc_1151

Również na stoisku Pinot‘a nadrobiłem sobie smaki i historię destylarni Balblair. Jest to jedna z najstarszych destylarni (1790) i jedyna obok Glenrothes wypuszczająca whisky rocznikowe. I tak zacząłem od Balblair 2005, butelkowana w 2016 roku; nie da się ukryć, pozytywnego wpływu beczek po bourbonie. Następnie na tapecie była Balblair 1990, która dojrzewała 21 lat w beczkach po bourbonie, a ostatnie 2 w beczkach po sherry Oloroso – wyjątkowy dram. I przy stoisku Balblair miałem okazję spróbować czegoś “od kuchni” – Balblair 1997 Cask Strenght, butelkowana w kwietniu 2017 (hm, 16 dni temu;-). Kompletnie nie było czuć mocy CS, za to rozgrzewający, bardzo długi finisz. Pozdrawiam;-).

20170422_124753 20170422_125001

I to są perełki, bo nie sposób opisać całej “drogi” przez kolejny festiwal, który dzięki zdarzeniom, whisky i ludziom, których spotykamy na drodze, staje się nie do opisania. I dobrze. Bo na takie chwile trzeba zasłużyć i je później samemu przeżyć:-) Ale oczywiście muszę tu wspomnieć o bezkompromisowym polskim projekcie Wolf DistilleryMichał Płucisz  z inwestorami otwiera destylarnię w okolicach Wrocławia, a gdzie? (musiałbym Cię zabić). Super;-). Będę Wam dawał relację z regionu. Po nietrafionej dla mnie smakowo degustacji w Jastrzębiej Górze, tym razem poświęciłem więcej czasu i zrozumienia nad tym polskim, zatem zawsze wartym wspierania, projektem. Idźmy w to – polski dąb, bimbrowy klimat, fantazja i praca jest, czas i doświadczenie – niezbędne w przypadku whisky przyjdzie. Próbowałem Polish Oak – Ex. Muscatel 3YO 48% (zielony i słodowany jęczmień z tych dwóch rodzajów beczek) oraz Polish Oak Ex. Muscatel 3YO Cask Strenght 56% (czyli te same składniki już z samej beczki po Muscatelu, o mocy beczki). Obiecujące. Próbujmy, czekajmy.

20170422_131502 20170422_132440

Wspomnieć należy również o Nestville Distillery ze Słowacji (na razie wspomnieć ;-), Quiet Man z Irlandii Północnej (świetna robota, jeszcze od Old Bushmills Distillery), Wolfburn Aurora (drugie wcielenie tej destylarni, tym razem mocniej sherry), świetnym bourbonie Baker’s 7 YO, no i rzecz jasna o kosmicznych ginach z Belgii…

dsc_1032 dsc_1048 dsc_1163

Firma Spirits by Design (sprowadzana przez Belgium’s Best) specjalizuje się w tworzeniu alkoholi szytych na miarę. I tam spróbowałem najlepszego ginu, w moim niemal bezginowym życiu, czyli Ginius – jakbym chodził o świcie po lesie skąpanym w rosie..;-).

dsc_1034

A co powiecie na gin o smaku owoców morza, czyli Lobstar, stworzonym dla Kristofa Marranes‘a, z oznaczonej gwiazdką Michelin restauracji Ter Leepe? Niemożliwe staje się możliwe i macerowany przez 72 godziny cały homar w neutralnym alkoholu oraz pietruszka i trawa cytrynowa przeniosą Was na sam środek oceanu.

dsc_1093

Z kolei jeszcze chyba bardziej niezwykły Butcher’s Gin nawiązuje do specjalności Luca De Laet, rzeźnika z Antwerpii i jego dojrzewającej wołowiny Secreto 07. Fantastyczny smak tej wołowiny został zaadaptowany przez takich szefów kuchni, jak Gordon Ramsey, czy bracia Adria z El Bulli. Maceruje się prawdziwą wołowinę Rubia Gallega oraz zioła i przyprawy, które tworzą Secreto 07… Niewiarygodne.

dsc_1092

Ale i tak o ginach i nie tylko z perspektywy kobiecej więcej napisze O N A.

Nie samą whisky człowiek żyje. Oczywiście. Bo najważniejsi są ludzie, którzy zmieniają każdy festiwal ze spaceru pomiędzy stoiskami w świetną zabawę pełną konwersacji. Oprócz tych wymienionych powyżej pozdrowienia dla Tomasza z Bow-Tie, Agnieszki z Kiss Me Whisky, Tomasza i Szymona z Whisky Team, Artura z Loży Dżentelmenów, Rafała ze Stanowski.it oraz Gabrieli i Łukasza z Aqua Vitae i wielu innych mniej lub bardziej anonimowych.

Ok i fajnie wrócić do domu z próbką kolejnego Kavalan Solist..;-)

dsc_1152

Jak zacząłem od narzekania, tak muszę skończyć konkluzją, że to niezapomniany festiwal był. I chce się więcej. A i nie wspomniałem jeszcze o kosmicznym “lunchu mistrzów”, czyli Master Class “Zamknięte destylarnie“, prowadzonej przez Charlesa MacLean‘a, ale to już zupełnie inna opowieść..

Wszystkie zdjęcia należą do e-whisky.pl

 

 

 

 

 

 

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *