Takie nieoczekiwane akcje są pozytywne. Niemal z dnia na dzień, przy wsparciu Whisky Team, znalazło się dla mnie miejsce na degustacji w stosunkowo nowym, nietypowym miejscu na mapie WrocławiaBlackBeard (barber & sklep z dobrym alkoholem + jak widać miejsce degustacji). Dodatkowym plusem było spotkanie ambasadora Glenmorangie Jakuba Grabowskiego, na którego degustacje jakoś do tej pory nie trafiałem.

Tematem było spotkanie dwóch skrajnie odmiennych marek Louis Vuitton Moët Hennessy Glenmorangie i Ardbeg. Dwubiegunowość aromatyczno-smakowa tych marek jest ogrywana przez LVMH w sposób perfekcyjny – w materiałach marketingowych, festiwalach, czy degustacjach właśnie.

Glenmorangie – PIĘKNA – tworzona z genialną przesadą i Ardbeg – BESTIA – torfowy duch z Islay. O obu pisałem już wcześniej – o Glenmorangie – TU, a o ArdbeguTU, więc nie będę w tym miejscu czynił głębszego wprowadzenia. Wspomnę jeszcze świetną masterclass z Brendanem McCarron’em, rok temu podczas festiwalu w JG.

Na degustacji prowadzonej przez Jakuba, chodziło oczywiście o wprowadzenie do whisky Glenmorangie i Ardbeg, ale sednem było zaprezentowanie nowych whisky Glenmorangie Astar 2017 oraz Ardbeg AN OA.

Widzę, że masterclass, degustacje okraszane są już konsekwentnie new make’ami, czyli destylatami prosto z alembików, aby uchwycić charakter, “kręgosłup” danej destylarni. Super. Tu mieliśmy do czynienia z new make’em z Glenmorangie, delikatnym, cytrusowym, estrowym, z najwyższych alembików w Szkocji i oraz z ostrym, torfowo-drożdżowym destylatem z Ardbega. Były też próbki 10-letnich Glenomorangie first fill i second fill – czyli znów ciekawe ćwiczenie na wpływ beczek na whisky.

Po Original, Lasanta i Quinta Ruban dotarliśmy do Glenmorangie Astar 2017. Dlaczego 2017? Gdyż whisky ta jest reedycją Astar’a z 2008 roku. Wówczas whisky ta miała (i dalej ma, bo można ją gdzieniegdzie znaleźć) 57,1%, aktualna 52,5%. Ale idea jest podobna – whisky leżakuje w specjalnych beczkach tworzonych na zamówienie, wykonanych z najbardziej odpowiednich wolnorosnących dębów z gór Ozark w stanie Missouri, które po ścięciu są sezonowane na wolnym powietrzu przez 24 miesiące, a następnie już jako beczki mocno wypalane.

Astar jest tzw. NAS-em, czyli nie znamy wieku, ale raczej nie jest to mniej niż 10-lat Original’a. Niefiltrowana na zimno, z dobrą mocą, która świetnie transportuje aromaty. Obiecująco. W zapachu cytrusowo- kwiatowo, mango, ale i wiórki kokosowe. W smaku więcej słodyczy, wanilia i orzechy włoskie, rodzynki, czekolada, kakao. Finisz stosunkowo długi, miodowy, kokosowy, w końcu pieprzny. Bardzo ciekawa, niejednowymiarowa whisky, do której będę wracał…zresztą Astar po gaelicku znaczy “podróż” 🙂

AN OA Ardbega, to inna historia. Po ośmiu latach, Ardbeg dodaje kolejną whisky do swojego core range‘u – do 10 YO (którą referencyjnie próbowaliśmy), Uigeadail i Corryvreckan. Przy Ardbeg AN OA Dr. Bill Lumsden i jego team wykorzystali po raz pierwszy specjalnie zamówione kadzie do mieszania whisky z różnych beczek – “Gathering Vat“. Whisky po bourbonie, słodkim sherry Pedro Ximenez i całkiem nowych, mocno opalanych beczek (virgin casks) zostały wlane do jednej kadzi (by się poznały – gather – zbierać). Mimo iż specyfikacja jęczmienia jest identyczna, jak w innych edycjach Ardbega, czyli na poziomie torfowości 55 ppm, whisky ta będzie wyciągniętą ręką w kierunku nieprzekonanych, do tych których ekstremalna torfowość Ardbega magnesem nie jest. Na poziomie aromatu i smaku jest to na pewno najbardziej delikatny Ardbeg, jaki dane mi było skosztować. Oczywiście torf jest i jest bardzo wyraźny, ale wsparty mocna słodyczą (ja nawet czuję cytrusy! – tak w Ardbegu!). W smaku dochodzi armia elementów morskich, ostrygi, wędzonka, ale w finiszu jakże ciekawie dochodzi czekolada, z gorzkiej przechodząca w deserową. Bardzo, bardzo ciekawe uzupełnienie drużyny Ardbega. 46,6%, niefiltrowana na zimno. An Oa to półwysep na zachód od Arbeg’a, na który z chęcią również wyruszę po raz kolejny.

To była świetna degustacja – Jakub pochylał się nad początkującymi, ale i nie zostawiał sobie samych bardziej doświadczonych. Mimo zarzekania się, że nie będzie tu rozśmieszał został liderem cytatów: “złociste łany szkockiego jęczmienia, zaklęte w szkle”;-). Ale i mnie zatwardziałego przeciwnika dolewania wody do whisky nieco do tego procederu przekonał (nieco!).

wszystkie zdjęcia należą do e-whisky.pl

 

 

 

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *