O comiesięcznych degustacjach w Łodzi, mieście Boat City Whisky Club, stało się głośno odkąd Panowie uruchomili fejsbukowe okno na świat i zaczęli pokazywać potężną ekipę w jednakowych koszulkach i menu owych degustacji. Zachwyt, zazdrość, chęć dołączenia. Spotkałem się z Michałem Langerem (ważnym członkiem BCWC 😉 podczas Diageo Special Releases 2016, organizowanego przez chłopaków z Whisky My Wife i od tamtego czasu, co jakiś czas planowałem dotarcie do Łodzi. Dotarłem w kwietniu 2018 ;-). Pretekstem była rozszerzona degustacja, dosłownie Boat City Whisky Whisky Weekend, z udziałem Davida Wood‘a, byłego menadżera destylarni Caol Ila, obecnie niezależnego eksperta, prowadzącego własną firmę Distilled Events.

Boat City Whisky Club to działająca już niemal od dziesięciu lat, bardzo świadoma grupa entuzjastów whisky, kumpli, ale i ludzi otwartych na innych. Jeśli ktoś ma obawę, że trafi do hermetycznego zaklętego kręgu, może ją swobodnie odrzucić. Aczkolwiek rytuały są – Zarząd, składki, fundusze, jednolite barwy, inicjacje, wspólne wyjazdy do Szkocji, no i rewelacyjne degustacje.

I na jedną (zakładam, że jedną z lepszych;-) dotarłem, z kumplem Markiem, który do tej pory próbował w swym życiu dużo różnych i dobrych rzeczy ;-), no ale nie single maltów ze stemplem BCWC. Wjazd do Łodzi, burza po całości, ale słońce wyszło zza chmur, jak naszym oczom ukazało się menu piątkowego spotkania prowadzonego przez BCWC – 5 niezwykłych whisky (a i dodam, że rozbiegówką była ..wódka Dwór Sieraków, leżakowana w beczkach 3 lata..;-)

  • Bunnahabhain 28 YO, dest. 1989, but. 2017, 233 butelki, 45,8%, od niezależnego bottlera z Niemiec Sansibar Whisky, za którym stoi Carsten Ehrlich, organizator słynnego festiwalu w Limburgu – beczki po bourbonie odzywają się momentalnie – w nosie wanilia, toffi, kremowe ciasteczka, w smaku już bardziej ziołowo, pikantnie, nieco zbyt dużo pieprzu; finisz niezbyt długi, wręcz zaskakuje “zerwaniem”, goryczka przeplatana wanilią; najstarsza whisky okazała się najsłabszą whisky wieczoru, ale przecież nie słabą!;
  • Ben Nevis 21 YO, dest. 1996, but. 2017, 48,7%, tym razem z Belgii – The Nectar (seria Daily Drams) – w zapachu dużo bardziej świeżo, kwiaty, limonka, guma balonowa; w smaku “więcej się dzieje” 😉 niż przy Bunnie, letnie owoce, truskawki (czy truskaweczki nawet;-), maliny, ale wrażenie woskowości, miodu pszczelego; finisz długi, orzeźwiający, dochodzi mleczna czekolada – świetna, niemal zwycięzca!
  • Glen Scotia 22 YO, dest. 1992, but. 2014, 225 butelek, 57,6%, Silver Seal, legenda z Włoch – sherry bomb – oko nie kłamie; nos – keks, wędzona śliwka, aż dochodzimy do przesady, maggi, wędzona szynka – “słodka, że aż słona”; smak – “o..urwa” – zgodziliśmy się z Agnieszką z Kiss Me Whisky i Bartkiem ze Szkockiej Kraty – sherry nas otacza, ciemne owoce, ale dochodzą ziarna kakao, kawa; w finiszu melasa, palony karmel, herbata z intensywnym rumem i malinami; dla miłośników sherry bomb, etykieta nieco lepsza ;-);
  • Laphroaig 16 YO dest. 1999, but. 2016, 217 butelek, 55%, tym razem Szkocja (ale z japońskimi korzeniami) – Kingsbury; zapach bardzo lekki, nuta torfowa rzecz jasna, ale i słodka, gdyż whisky ta leżakowała przez całe 16 lat w beczkach po rumie – nieoczywista – i tu, i przez to narodziła się … #spoconapanda ;-); smak to mocna fala torfu, nut szpitalnych, ale z dokręconą słodyczą, jak syrop na kaszel dla dzieci, krople żołądkowe; w finiszu pieczeń marynowana w miodzie – najbardziej niekonwencjonalna whisky wieczoru!
  • Ledaig 18 YO, dest. 1998, but. 2016, 445 butelek, 62,7%(!), Wilson & Morgan, czyli rzecz jasna.. Włosi ;-). Ledaig (czyt. laczejk! – poszukiwania wymowy wieczoru), czyli torfowa wersja Tobermory z wyspy Mull; w zapachu dym, lizol, świeżo położony asfalt, sól; w smaku dochodzi pochodzenie sherry – żurawina, suszone owoce, ale i ser pleśniowy (Michał); finisz przeciągający się, słone rybki, czerwona papryka – zwycięzca wieczoru, o włos przed Ben Nevis’em i Laphroaig’iem.

Wszystko od niezależnych bottlerów, w CS lub jak nie byliśmy pewni, to “znaki na ziemi” wskazywały na CSy – wybrane przez Radka Olewczyńskiego, a prowadzenie i z wiedzą, i na luzie przez MC Maćka H Frontczaka. Profilowy przekrój whisky, fantastyczna przyjemność i nauka.

A potem rzemieślniczy afterek ;-).

Drugi dzień degustacji pod wodzą Davida Wood‘a zaczynał się o 15, więc trzeba było zetrzeć łzy dnia poprzedniego i stanąć do kolejnej walki. Nie ulega wątpliwości, że zestaw wczorajszych whisky ustawił poprzeczkę bardzo wysoko i David nie miał łatwego zadania. Jednak w tym przypadku nieco ważniejsza od whisky, była osoba prowadzącego – 28 lat w biznesie, na wszelakich stanowiskach, m.in. w Bunnahabhain, niezależny bottler, menadżer destylarni Caol Ila, a obecnie prowadzący autorskie whisky experiences.

Od początku czuło się, że żadne pytanie nie pozostanie bez odpowiedzi. Line-up sobotniej degustacji:

  • Glentauchers 20 YO, 178 butelek, 50,9%, Chorlton Whisky, to znajomy Davida Wood’a, również David, oferujący krótkie serie w (ponoć) świetnych cenach – sprawdziłem i jest dobrze jeśli chodzi o ceny; w zapachu cytrynowo, brzoskwiniowo, kwiatowo; w smaku do rześkich nut dochodzi piernik, orzechy, nieco wosku; finisz długi, lekko pieprzny, zielona herbata, miód – bardzo dobry start!
  • Burnside 20 YO, 103 butelki, 51,7%, również Chorlton Whisky – “Burnside” to blended malt Balvenieteaspooned with” Glenfiddich, czyli “z kroplą” tego drugiego (na marginesie – “Wardhead“, to odwrotna proporcja; w zapachu mniej intensywna niż poprzedniczka, bardziej stonowana, waniliowa; w smaku “super się otwiera”;-), dodając głębsze nuty śliwek, czereśni; w finiszu gorzka czekolada z orzechami – niewiele na początku, świetna końcówka;
  • Speyside-Glenlivet 25 YO, dest. 1991, but. 2017, 624 butelki (2 x bourbon hogsheads), 51,0%, od legendy, czyli od Wm Cadenhead; w nosie czerwone owoce, maliny, później delikatniej – siano, pieczywo; w smaku czerwone owoce przechodzą w orzechy włoskie, toffi; finisz długi – maślana bułka, delikatny piernik, bez pikantności – “ciekawe” – słowo wyklęte 😉
  • Arran 20 YO, dest. 1996, but. 2017, 438 butelek, 53,3%, również Cadenhead – tutaj obrazobórczo wyczuliśmy zapachy wsi, a bardziej stajni, nawet kiszonki; w smaku bardzo nietypowo – wiemy, że to sherry, David podpowiadał, że być może manzanilla – elementy farmyard zostają (na szczęście) przełamane suszonymi owocami, rodzynkami, figami; finisz długi, pikantny, ale nienachalny, nieco soli – “bardzo ciekawa whisky” 😉
  • Glengoyne 16 YO, dest. 2001, but. 2017, 510 butelek, 58,2% i po raz trzeci Cadenhead; nos rewelacja – granat, maliny, mięta – sherry butt w pełnej krasie; smak – landrynki, kandyzowane owoce, aż dochodzimy do ziaren kakao; boski finisz, delikatny (a jest przecież moc!) rozpływający się na języku i go otaczający, delikatnie pikantna czekolada – numer jeden drugiego dnia!
  • Bruichladdich 10 YO, dest. 2007, 258 butelek, 62,2% , intrygujący nowy bottler Dramfool – w zapachu .. zmywacz do paznokci, skóra; w smaku “dużo się dzieje”;-) – jest nuta torfowa, dymna, ale i orzechowa, i owocowa; finisz kwiatowy, ale wyczuwalne elementy słone (oscypek!?;-), nieco nut medycznych, ale i waniliowych – pretendent!

Drugiego dnia wygrał gang Cadenhead’ów, ale bank rozbił Glengoyne. Blisko Laddie i Glantauchers.

Dwa bardzo różne dni, a w międzyczasie intrygująca Łódź z genialnymi muralami, słońce i 2 x afterparty, które stanowiły integralną część Boat City Whisky Club Weekend! 11 bardzo dobrych i dobrych whisky, przekrój przez różne destylarnie, bottlerów, aromaty i smaki. I ludzie!! Ekipa BCWC jest rewelacyjna – nie wymienię wszystkich rzecz jasna, ale Michał, Maciek, Radek, Mariusz, Michał (Woparg;-) – dziękuję za gościnę i “opiekę”; Agnieszka, Bartek, Grzesiek, Marek – dzięki za wspólne poszukiwania zaklętych w whisky aromatów i smaków, słowotwórstwo, którego symbolem zostanie #spoconapanda.. 😉

*wszystkie zdjęcia należą do e-whisky.pl

 

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *