W miarę postępów w “nauce pływania” w świecie whisky, ewoluujemy. Poprzez festiwale, degustacje, spotkania i lekturę zdobywamy doświadczenie, wiedzę. Pamięć sensoryczna poszerza się, rozwija, do portfolio “zdobytych” whisky, dodajemy kolejne, coraz wybitniejsze i niestety droższe pozycje. Niektóre tematy, czy whisky, z biegiem czasu tracą, wypierane przez – subiektywnie oceniając – coraz ciekawsze, bardziej warte uwagi. Podobnie jest z autorytetami – poznajemy nowe, jedni ugruntowują swoją pozycję, inni tę pozycję tracą. I takim właśnie przykładem jest Jim Murray..

Pamiętam, jak dziś wertowanie mojej pierwszej Whisky Bible 2016. Najlepsze whisky rozpalały wyobraźnię, sprawdzałem “mesjaszów” lat poprzednich, “apostołów” swoich kategorii, wchłaniałem (ok, nie literalnie wszystkie) opisy poszczególnych whisky. I język, zabawa słowem, ocena ugruntowana dogłębną wiedzą, często empiryczną, gdzie trzeba i warto – szerzej, gdzie nie trzeba (w pozytywnym i negatywnym sensie) – krótka, trafna diagnoza. Guru – wiedzy i pióra. Takim w zasadzie pozostał i zapewne, gdybym spotkał JIM’a byłbym onieśmielony i na pewno chłonąłbym jego słowa zgłoska po zgłosce. Nie zmienia to faktu, że erozja autorytetu, w miarę kolejnych Whisky Bible, postępuje. I sądzę z pewnością, niefiltrowaną na zimno, że nie jestem przypadkiem odosobnionym.

Whisky Bible 2015 to “szalone” odwrócenie perspektywy i wybór na najlepszą ze wszystkich, z ponad czterech tysięcy próbowanych przez Jima-san, Yamazaki Single Malt Sherry 2013. Jim Murray nie był pierwszym, który zwrócił uwagę na japońskie whisky. Yamazaki zdobywało nagrody World Whiskies Awards w 2011 i 2012 roku, a złote medale innych prestiżowych konkursów zdecydowanie doceniały tę część świata whisky. Ale to Jim Murray, chyba w swoim szczytowym momencie, spowodował trzęsienie ziemi, poprzez swoją rozpoznawalność i kontrowersyjność, kosmicznie przyspieszył popularność whisky japońskiej, czego ofiarami w postaci niedoborów i cen, jesteśmy my. Miał tę moc. Zjazd w dół Jima, który łączył się z moim wspominanymi postępami w nauce pływania w świecie whisky, zaczął się w kolejnym roku, z Whisky Bible 2016. Jesteśmy zatem połączeni ;-).

Crown Royal Northern Harvest Rye. What? Wczoraj Japończycy, dzisiaj Kanada? Co ze Szkocją, no chociaż Kavalan tajwański.. Znający Crown Royal kręcili głową. Jim twierdził później, że była to konkretna limitowana edycja, tylko na rynek amerykański. Przypomniałem sobie zwycięzców lat poprzednich, jak Ballantnie’s 17 YO w 2011 – serio? Crown Royal w międzyczasie też próbowałem…

W następnym roku – Booker’s Rye 13 Years, 1 Month, 12 Days – krzywa wznosząca, ożywcza, łapiąca i rozdmuchująca trend żyta, z historią, legendą Bookera Noe w tle. Ale czy ktoś to próbował? Kolejny rok i kolejna “amerykańska historia” Colonel EH Taylor 4 Grain Bottled in Bond Aged 12 Years, wielowątkowa, bardzo limitowana, cóż, po ogłoszeniu werdyktu, “niezdobywalna”.

W końcu World Whisky of the Year 2019: William Larue Weller 128.2. – ok, coraz bardziej doceniam Amerykę, czemu dałem wyraz, pisząc o kultowych i kraftowych whisky z Ameryki, ale to kolejna niemal nieosiągalna dla zwykłego śmiertelnika whisky (a dokładniej bourbon) z serii Buffalo Trace Antique Collection 2017 – trudno polemizować z wyborem Jima. Ameryka 3-peat (i nie chodzi  tu o torf, ale o 3 zwycięstwa z rzędu – kto pamięta erę Chicago Bulls w NBA, ten music znać ten termin).

Szkocka whisky, która od 3 lat jest w pierwszej trójce, a tym razem na miejscu drugim – Glen Grant Aged 18 Years Rare Edition, mimo swojej, stosunkowo skromnej nazwy ;-), również jest na rynku, delikatnie mówiąc, nieuchwytna.

Na trzecim miejscu także z corocznej serii Buffalo Trace Antique Collection 2017, równie unikalny Thomas H Handy Sazerac Rye 127.2 Proof. Żyto – powiada. Czyżby Jim karmił nas tymi “of the Year”, których przetłaczająca większość zainteresowanych jego decyzjami, nie jest w stanie spróbować, porównać, ani podważyć…? Subiektywność, arbitralność, a i wątpliwość, bo dodatkowo kłębią się podejrzenia o naciski dużych koncernów… 3 x “ść” ;-)? Niezależność??

Jim Murray, enigma, cesarz, uzurpator, bóg… Zostawiam temat otwarty, bo nie mam wiedzy i możliwości wywrócić werdykty i tezy Jima Murray’a. I nie muszę. Wystarczy mi poczytać, w miarę potrzeby, jego niezrównane noty degustacyjne z Whisky Bible, które mam. Ale w nowe edycje “biblii” już raczej nie zainwestuję. Dokąd zmierzasz Jimie Murray’u?

wszystkie zdjęcia za wyjątkiem własnych pochodzą ze stron blog.thewhiskyexchange.com, masterofmalt.com, squarefoot.com.hk

 

 

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *