Whisky nie ma terminu ważności, wspomnienia również. Retorycznym byłoby więc pytanie, czy termin ważności mają wspomnienia dotyczące whisky ;-). Smakując z nieukrywaną przyjemnością podstawową Tamdhu 10 YO, przypomniałem sobie, że nie pisałem nic o Masterclass z ostatniej Jastrzębiej Góry (koniec sierpnia!..). A warto, może bez wielkiego analizowania i rozkminiania, bo w (dobrych) Masterclass’ach po prostu trzeba brać udział, ale napomknę o najciekawszych aspektach Masterclass z Kenny Macdonald’em.

Sam gospodarz – brodaty wulkan energii w kitlu, w branży od kilkudziesięciu lat, obecnie niezależny konsultant, wspierający różne destylarnie i marki whisky. Kopalnia wiedzy, charyzmatyczny, zabawny i niestroniący od bratania się z tubylcami – eskortowany pierwszego dnia JG przez ochotniczą straż pożarną, drugiego przez kwartet e-whisky.pl & Kiss Me Whisky ;-).

Tego dnia prezentował whisky z portfolio jednego z najmocniejszych niezależnych, firmy rodziny Russel – Ian Macleod Distillers – właściciela destylarni Glengoyne, Tamdhu i od niedawna Rosebank (!, czekamy), kultowych serii, jak m.in. Chieftain’s, Dun Bheagan, As We Get It, czy takich marek, jak Smokehead, Isle of Skye, King Robert II, Edinburgh Gin i wielu innych.

Tego lata w Jastrzębiej Górze wybór Masterclass był spory i trudny. Miałem faworytów, czy faworytki (?;-), jedną sprzątnął mi sprzed nosa czas, ale na szczęście zdążyłem zakupić wejście na spotkanie z Kennym i whisky od Ian Macleod.

Na początek poszły próbki prosto z destylarni Glengoyne (po gaelicku – Dolina Dzikich Gęsi), założonej w 1833 roku. Zadziwiające położenie – jedną nogą w Highlands (destylacja), a drugą w Lowlands (dojrzewanie). Źródło wody leży w Highlands, co chyba rozstrzygnęło o przynależności Glengoyne do tego regionu. Ian Macleod Distillers zakupili Glengoyne w 2003 od Edrington Group i trzeba przyznać, że nadali whisky z tej destylarni właściwy kierunek. Jeśli jeszcze o tym nie mówiłem – najpiękniejsze w dobrych Masterclass jest to, że często dają szanse na spróbowanie rzeczy nieosiągalnych normalnie, “jednorazowych”. Takie były właśnie próbki cask strength (tak, wiem?;-) z dwóch różnych beczek – straight bourbon barrel z Heaven Hill, o mocy 56,7% i z beczki typu puncheon po sherry oloroso, o mocy 60,1%. Obie prawdopodobnie około 12-letnie. Sprawdzian, jak ten sam destylat, w podobnym czasie, współtworzy whisky z różnymi rodzajami beczek. Start, a było to południe, nad wyraz potężny. Próbka po bourbonie bardziej owocowa, kwiatowa, bardzo treściwa, jakby można było ją rzuć, ciasteczka z chilli, posypane mleczną czekoladą. Próbka po sherry (ustaliliśmy, ze na pewno nie first fill) z intrygującą nutą imbirową, karmelizowane owoce, keks. Brak zdecydowanego zwycięzcy, remis ze wskazaniem jednak na bourbon barrel.

Kolejna para to perełki z destylarni Tamdhu (po gaelicku – Czarne Wzgórze), założonej w 1897 roku. Tamdhu, jako ostatnia szkocka destylarnia miała czynną tzw. skrzynię Saladina (Saladin Box – od francuskiego wynalazcy Charlesa Saladin’a), która zastąpiła w 1950 tradycyjną podłogę do słodowania jęczmienia. Po zakupie destylarni w 2011, również od Edrington, Ian Macleod Distillers zaniechali tej wydajnej, ale i archaicznej metody, aczkolwiek to cudo techniki można w dalszym ciągu podziwiać w Tamdhu. Jako pierwszą z tej destylarni próbowaliśmy Tamdhu Single Cask Distillery Team Edition, z beczki wybranej przez pracowników destylarni dla uczczenia jej 120-lecia. Była to beczka po sherry oloroso, która dała 603 butelki whisky 15-letniej, o mocy 59,3%. Kolor ciemnej herbaty, potężna słodycz, syrop klonowy, suszone owoce, czekolada, drewno. Drugą była Tamdhu Dalbeallie Dram (dla uhonorowania nazwy stacji wiktoriańskiej linii kolejowej, prowadzącej do destylarni). Masywne 62,1%, genialna whisky, również ze (świetnych) beczek po sherry oloroso, pełna leśnych owoców, przypraw, imbiru, kokosa, gorzkiej czekolady. To jest pierwsza z serii Collectors Journey, przygotowana na tegoroczny Speyside Festival, a które mają być kontynuowane z okazji kolejnych festiwali. Zdecydowana zwyciężczyni tego mini pojedynku. Warto znaleźć i kupić.

Na piękne zakończenie poszły dymne Smokehead‘y. Marka wprowadzona przez Ian Macleod w 2006. Single Malt z nieujawnionej destylarni z Islay. I oczywiście Kenny nie zdradził źródła pochodzenia. Pierwsza to oryginalny Smokehead o mocy 43%, druga Smokehead High Voltage, czyli na sterydach, o mocy 58%. Cóż, jak najbardziej obiektywnie – wersja o podwyższonej mocy znacznie lepiej transportowała charakterystyczne nuty dymu, torfu, soli i wodorostów, ale i pieprznej słodyczy.

Masterclass pełen pośpiechu, bo zaraz po zakończeniu jednej, a przed kolejną Masterclasss – takie uroki i wady festiwalu. Ale jak spojrzy się z dystansem na line-up, czyli oferowane whisky, to można jedynie westchnąć nad jakością, tych w większości nieosiągalnych, limitowanych, przeważnie niekastrowanych, niefiltrowanych, niekolorowanych dramów. No i gospodarz – zuch Kenny Macdonald. A do domu w cenie biletu Tamdhu 10 YO (uwaga, bo jest już zastępowana wersją 12-letnią). Warto zakupić jeszcze tę 10-tkę, bo to świetna podstawka jest. Mam jeszcze więcej niż kilka kropel.

wszystkie zdjęcia należą do e-whisky.pl

 

 

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *