Boat City Whisky Club Weekend odbył się już tak dawno, ponad tydzień temu. Opisywanie go, to picie whisky łyżką. Mocno przetrącił moje spojrzenie na whisky, otaczający ją świat, jej sens, ale i wzmocnił też – obecne już w moim jej postrzeganiu – elementy purnonsensu;-). Wszystko przez Jima, Jima McEwan‘a.

Nie będzie tu biografii człowieka, który wlewał do beczek Black Bowmore. Nie będzie też opisów fantastycznych whisky, które próbowałem w ciągu tych dwóch magicznych dni. Bo takie spotkania trzeba przeżyć. Jim McEwan ma 70-lat – to była jego pierwsza podróż do Polski. Podczas degustacji prowadzonej w sobotę widać było, że z czasem zrzuca skórę wytrawnego showmena i odkrywa przed nami siebie, małego Jima, który w wieku 15-lat był the smelliest kid on Islay, bo takie miał szczęście, że destylarnia Bowmore była w połowie drogi między jego domem, a szkołą. Oczywiście wielu słyszało już historie Jima, których ma ponad 4,5 tysiąca i je w cudowny sposób przeplata. Mam jednak wrażenie, że ta niemal prywatna degustacja, w tym właśnie okresie jego życia, dla tak oddanych fanów i whisky, i Jima, stworzyła mu okoliczności do podzielenia się czymś więcej niż tylko historiami.

O tym, jak w wieku 15-tu lat został uczniem bednarzy w Bowmore, o udziale w zmartwychwstaniu Bruichladdich i o psie imieniem Boo, o Jim-sanie i naście innych, które doprowadzały do łez ze śmiechu i wzruszenia, aż po melancholijne wynurzenia, starszego już pana, o wieczornych dramach i przemyśleniach w ulubionym fotelu.

To on nauczył mnie oceniać body, czy moc whisky po jej zachowaniu w kieliszku, pokazał jak ją próbować i doceniać, i rzecz najstraszniejsza – odnajdywać kolejne jej wymiary po dolaniu wody…#sorryrodzinacaskstrenghts. Aczkolwiek zawsze będę kochał CS-y, tyle że miłością pełniejszą;-). To on wzniósł z nami Highland Toast, z nami, których nazwał unpaid soldiers of whisky. Dziękuję Jimowi za kilka minut prywatnej rozmowy.

A jaka była sama whisky podczas tego weekendu? Fantastyczna. Wracając jeszcze do Jima, to jego oceny były niemal dwukrotnie wyższe od standardów ‘boatcitywhiskowych”. Jim stwierdził, guys – lepszych whisky już nie ma…Czyżbyśmy gonili białego króliczka(?)

PIĄTEK:

  • Clynelish 1995 but. 2018 22 YO 56,7% (The Nectar)
  • Highland Park 1990 but. 2015 24 YO 50% (Gordon & MacPhail)
  • Tobermory 1994 but. 2017 23 YO 57,9% (Sansibar Whisky)
  • Paul John 2009 but. 2015 6 YO 58,4% (Malts of Scotland)
  • Ledaig 2001 but. 2018 16 YO 57,3% (Blackadder)
  • Ardbeg 1993 but. 2013 19 YO 57,9% (Cadenhead)

SOBOTA

  • Old Pulteney 1990 but. 2107 26 YO 52,6% (Cadenhead)
  • Glen Grant 1985 but . 2017 31 YO 44,8% (Cadenhead)
  • Springbank 21 YO 54,2% (OB)
  • Port Charlotte 2003 but. 2016 13 YO (Scoma)
  • Bowmore 200 but. 2018 53,8% (Malts of Scotland)
  • Williamson 2011 but. 2107 5 YO 61,3% (A.D. Rattray) – just for Highland Toast

Dziękuję ekipie BCWC, szczególnie Michałowi (i nie tylko za Kinship – sprawdź, cóż to znaczy;-) i kilku innym, którzy wiedzą o kim mówię; uściski dla Agnieszki (KmW) i piona dla Markusa (SY). Go unpaid soldiers. Z wodą lub bez..;-).

wszystkie zdjęcia należą do e-whisky.pl

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *