Mikołów: Mały-Wielki Festiwal.

Jedna sala by pomieścić najlepsze, co ma niezależna scena whisky w Polsce, tak stanie ciekłym, powyżej 40%, jak i w sferze ludzkiej. Chociaż temperatura powodowała, że wszyscy byliśmy bardziej w stanie ciekłym ;-).

Outdoor przydawał się bardzo, gdzie cień, drinki orzeźwiające, czy piwo rzemieślnicze od Sir Beer, hm, nieśmiało rozrzedzały nadciągające CS-y..;-)

Jako, że chciałem zmieścić rzeczy ważne i ważniejsze w jeden weekend, udałem się do Mikołowa pociągiem, co okazało się wyzwaniem – jeśli chodzi o powrót – ale dzielnie stawiłem czoła nieprzewidzianym trudnościom i nie będzie tu wariacji opowiadania o pociągach pod specjalnym nadzorem, bo nie o tym, nie o tym..;-).

Już na wejściu napadły mnie – jakże by inaczej – znajome, najbliższe twarze Whisky Team‘u (Tomek & Szymek), które wciągnęły mnie na niekonwencjonalną masterclass, która de facto był rozmową przyjaciół, o tym, o owym i o… whisky (na pięterko wdrapali się również Janusz T., Rajmund M. oraz Marcin I. – vel Mat Chami). Gwiazdą, jeśli chodzi o whisky była Mortlach, butelkowana na rynek tajwański pod nazwą Tiger, od Ian Macleod, z serii Chieftain’s. 18-latka z 1997, o mocy 57,6% – ciemna, jak smoła, sherry bomb do bólu. Drugą gwiazdą, wysublimowanie torfową, była 8-letnia Lagavulin (Avian Gull) 59,2% od Dramfool.

I zejdźmy po schodkach.

A tam – stoisko przy stoisku, crème de la crème polskiej niezależnej..;-). Stali bywalcy, czy można już powiedzieć – weterani (?;-). Wspomniani Whisky Team (z Tomem Gebardem), Bestwhiskymarket (Daniel & Jurek), Scotland Yard (Markus & Marta). Na każdym z kraciastych stołów coś wyjątkowego – WT poczęstowali mnie Ardbeg‘iem Still Young, czyli drugą z serii work in progress, po ponownym otwarciu destylarni w 1998 – warto; BWM – Braeval’em 1994 24 YO, czyli ostatnią z – można już to powiedzieć – kultowej serii four seasons, czyli Jesień – Autmun (równie doskonała jak poprzedniczki), SY – Springbank 22 YO, esencjonalna, kolejna sherry bomba tego dnia od niemieckiej Scomy – dowód na to, że marketing szeptany jest skuteczny, bo została gwiazdą festiwalu.

Byli Wolf & Oak (tym razem bez Michała), była Loża Dżentelmenów (ze wszystkimi ostatnimi rarytasami), tym razem bez Artura (ale z Krzyśkiem i Radkiem), rumy Dictador, z nowym w tej roli Dawidem oraz The Bar z Mikołajem & Koleżanką, którzy zaserwowali urywające kubki smakowe, dzieła z 1988 roku – single grain Invergordon, butelkowany w 2017 oraz 30(!!) letnią Bunnahabhain. Przepysznie. Wisienką na mikołowskim torcie (ale nie w sensie chronologicznym) była Johnnie Walker Blue Label Ghost and Rare z cząstką Port Ellen u Bartka & Diageo – nektar! Aaa i jeszcze rzutem na taśmę, ale jednak niespiesznie, Murray McDavid od Rajmunda w postaci “sherowego” Mystery Malt ze Speyside (to był Glenrothes?;-).

Mikołów – tak – Mały-Wielki Festiwal, Whisky & Food, autorstwa nieocenionego Szymka Załęckiego, który jak rasowy gospodarz, pilnował, by wszyscy byli zadowoleni i syci (w każdym wymiarze). I byliśmy. I będziemy za rok.

wszystkie zdjęcia należą do e-whisky.pl

 

 

 

    • wiadomo, powtarzają się butle, ale zawsze jest coś dobrego i coś fenomenalnego; w ogóle Dramfool (często na stoisku WT próbowany), trzyma poziom; na Silesian próbowałem z kolei Bowmore od nich i też świetny; pozdrawiam

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *