Do Trzebnicy z Wrocławia mamy blisko. No tak – nie tym razem. Nasz urlop kończyliśmy u przyjaciół z mikrobrowaru Brovca “na” Cecelach. Pierwszy raz w życiu (! – serio), plan porannego ogarnięcia się został zrealizowany w 100% i ruszyliśmy w kierunku Trzebnicy – bo tam odbywał się Whisky Team & Friends vol. 2 i nie mogło nas zabraknąć. Proste.

Małych, nieco większych niezależnych festiwali w Polsce mamy już naprawdę sporo – Mikołów, Kraków, Katowice, no i Trzebnica. Południe przyciąga, wszystko poniżej 52° równoleżnika ;-).

Dotarliśmy nieco po 18-tej, a festiwal zaczynał się o 13-tej, więc wpadliśmy w ramiona przyjaciół, jak w gąbkę. Rodzina CS, która już dojrzała do rozcieńczania wodą. Ok, czasami ;-).

Na wejściu jednak otrzymaliśmy od Toma Gebarda (i za jego zdrowie) – kosmicznego drama w CS-ie, sherry bomb Port Charlotte 11 YO, 60,6% od niezależnego Anam na h-Alba – start naprawdę z wysokiego, wyrazistego C.

Za progiem rozgościła się Loża Dżentelmenów, z niemal wszystkimi swoimi bottlingami, po słynną Glenmorangie (której ze względu na dojrzałą i głośnawą godzinę festiwalową przeznaczyliśmy inny czas i inne miejsce). Natomiast nie odpuściliśmy najnowszej 10-letniej Glentauchers, która na 4 miesiące trafiła do oktawy Duncan Taylor z beczki po sherry, 53,9% – jest dobrze, ‘winność’, wytrawność, ona wymaga czasu na otwarcie się.

Tuż obok Wolf & Oak z różnorodnymi swoimi dziełami i eksperymentami, i Glenfarclas’em ;-). Intrygujące, nieoficjalne jeszcze wypusty, leżakujące w beczkach po różnych winach. Stanica nadchodzi wyrazistymi krokami.

W głównej sali Ci mocni – Glenmorangie & Ardbeg (m.in. Alta, nowa 14-letnia Quinta Ruban, An Oa), Glenfiddich (m.in. z całym przeglądem experimental series), Auchentoshan oraz Bruichladdich (ale o Laddie wkrótce). 

I rzecz jasna stoisko gospodarzy, czyli Whisky Team Tomka Razika & Szymka Witkowskiego, ogarniane przez Tomka vel Tom Gebard. Wiem, że były tam piękne i słuszne butle, natomiast wybieraliśmy te igły w stogu siana. Totalnym zaskoczeniem, pozytywnym, była 22-letnia potężna sherry bomb od niezależnego Lady of the Glen ze Speyside Distillery oraz Amrut w CS po PX-ie. Mam słabość do Amrut’a. Ale tu nie trzeba było jej mieć.

To wszystko i znacznie więcej było w cenie biletu. Kropka. Masterclass’y również. Było ich osiem, zdążyliśmy na jedną, być może najciekawszą – Bruichladdich by MC Mateusz Zabiegaj. Weszliśmy ponad protokolarną listę zgłoszeń, ale nie na sucho, bo życzliwych do dzielenia się poszczególnymi dramami, było aż nadto. Whisky Team & Friends! Noty absolutne dla Port Charlotte MRC:01 2010 oraz Octomore 09.3 Dialogos!! Fantastyczne doznania. A wszystkie pozycje z masterclass były dostępne na stoisku Bruichladdich..

Muzyka na żywo, wsparcie drinkami od Bulleit‘a, pyszne czeskie jedzenie, szalony body painting, cygarowe chill-out’y, klasa i klasyka w postaci Bowmore od Marcina vel Mat Chami. A formalnie byliśmy na festiwalu niecałe 3 godziny;-).

I było coś więcej. Ktoś. My wszyscy.

PS. I było też aferparty;-)!………….

wszystkie zdjęcia za wyjątkiem Port Charlotte Anam na h-Alba (Michał Majchrzak) należą do e-whisky.pl

 

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *